Anne Rice jest amerykańską pisarką, która odświeżyła wizerunek wampira w literaturze, sprawiła, że znów stał się uwodzicielski i piękny, co w połączeniu z bogatym stylem literackim, sprawiło, że została okrzyknięta królową wampirów. Tworząc postać Lestata, stworzyła mit. Dołącz do fanów ryżu i zatrać się w dzikim ogrodzie jej pięknego stylu i intrygujących, tajemniczych postaci...
Opinia – Krwawy Kantyk

Stało się. Nie podobała mi się książka Anne Rice. A kiedy mówię, że mi się nie podobała, była to najgorsza książka, jaką kiedykolwiek czytałam. Słowa nie oddadzą przerażenia, które czułam, zdając sobie sprawę, jak Ania sponiewierała Lestata. Dosłownie zrobiła mu krzywdę, dając mu nową osobowość, która nijak do niego nie pasuje, a nawet obrażą jego „ja” z poprzednich Kronik.

Anne Rice była jak dotąd moją ulubioną pisarką, za której książkami do piekła bym poszła. Jej wampiry, piękne stworzenia, które bardzo często sięgały spraw uniwersalnych i otoczonych tajemnicą, od dawna inspirowały mnie, sprawiały, że wampir pisałam z dużej litery (metaforycznie). Jej książki były po prostu tak dobre.

Więc co poszło nie tak?

Po pierwsze, Anne prawdopodobnie nie czuła już swoich wampirów, kiedy je pisała. To nie są wampiry z Kronik, które znam i kocham, to kalka tych wampirów, marna kopia oryginału. Nigdy nie czytałem tylu niekonstruktywnych lamentów i pseudofilozoficznych, ubranych w nową mowę wynurzeń. I chociaż wampiry z Wywiadu i innych Kronik płakały i zawodziły, robiły to ze smakiem. To już nie był krzyk w niebiosa, to był płacz u dentysty.

Po drugie… jakim językiem napisana jest ta księga! Ania zasłynęła pięknym, bogatym, barokowym stylem. Tutaj wampiry myślą i mówią językiem młodzieżowym – do bólu. Lestat, który otaczał się sztuką, który doświadczył Bożego objawienia… teraz wysławia się z grubsza jak uczeń szkoły średniej. A to właśnie styl Ani zawsze przyciągał do niej fanów, jej piękny, kunsztowny, przypominający gotycką katedrę styl.

Po trzecie, w książce tak naprawdę brakuje fabuły. Pomieszanie wątków wampirycznych i czarownic z Mayfair okazało się totalną klapą. I tak jak w Merrick wyglądało to schludnie i z klasą, tak tutaj jest napisane bez żadnego pomysłu. „Krwawy Kantyk” nic nie wnosi do wampirzej serii, poza wątpliwym rozwinięciem przedstawionych postaci – a raczej ich de-ewolucję w mówiące „hej, szefie” potworki.

Jak dobrze, że Anne nie wspomniała ani słowa o Louisie, Armandzie czy Mariusie. Jedynie nieodżałowany Lestat dostał cięgi i gdyby był – jak w przypadku naprawdę wielu osób – moją ulubioną postacią, pozostałoby tylko… w zasadzie nic, gdyż książka wydana, sprzedana i kupiona. Wylany tusz, złamane pióro.

Tak więc wszystkim fanom Ani odradzam. Nie czytajcie. Nie czytajcie na miłość Memnocha, a tym bardziej nie kupujcie. Naprawdę warto od razu sięgnąć po „Księcia Lestata”, który może wykwitem nie jest, ale jest o niebo lepszy niż nieszczęsny „Krwawy Kantyk”…